Blog > Komentarze do wpisu
Co odróżnia Romana Abramowicza od szejków?

Ten Pan.

Tytuł wpisu nie był wbrew pozorom wstępem do byle dowcipu. Wręcz przeciwnie, właściciel Chelsea swoją ostatnią decyzją mi zaimponował. Prawdopodobnie w opisanym poniżej przypadku podobnie podstąpiłoby przynajmniej 95% przeciętnych prezesów klubowych na całym świecie, ale Roman Abramowicz się przecież do nich nie zalicza. Jeśli traktować by w pełni dosłownie powiedzenie, że bogatemu nikt nie zabroni, rosyjski potentat naftowy mógłby sobie (czysto hipotetycznie) kupić całą jedenastkę Barcelony. Na szczęście prezes The Blues wystarczająco dużo pieniędzy wyrzucił już w piłkarskie błoto i chyba ostatecznie przestał wydawać pieniądze w ciemno, jak mają w zwyczaju zasiedlający europejski futbol szejkowie z Kataru i Zjednoczonych Emiratów.

Od kilku miesięcy mówiło się, że napastnik FC Porto - Hulk, ma w najbliższym czasie przenieść się na Stamford Bridge. O Brazylijczyka od samego początku pracy w Londynie zabiegał były trener Smoków, Andre Villas-Boas, który w nowej szatni nie widział snajpera zdolnego pociągnąć klub na europejskie szczyty. I transfer ten najprawdopodobniej doszedłby do skutku, gdyby nie cena, jaką zawołało Porto za Hulka. Bagatela, 100 milionów euro.

Żeby uniknąć niedomówień należy wspomnieć, że 100 milionów euro to:

  • kwota, której żaden klub nigdy nie wydał na żadnego piłkarza, a co za tym idzie...
  • więcej, niż Real Madryt zapłacił za Cristiano Ronaldo,
  • dwa razy tyle, ile Chelsea wydała rok temu na Fernando Torresa,
  • dwa i pół najdroższego bramkarza świata, Gianluigi Buffona,
  • kara, jaką Neymar ma zapłacić Realowi, jeśli nie przejdzie na Bernabeu,
  • pół setki braci Brożków.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której Roman Abramowicz zezwala na ten transfer. Cristiano Ronaldo, posiadacz pary Złotych Butów i jednej Złotej Piłki, przestaje być najdroższym piłkarzem w historii futbolu, a staje się nim Hulk, którego największym osiągnięciem jest... wygranie Ligi Europy. Hulk, który jakąś szaloną maszyną do goli nie jest - wynik 67 trafień w 150 występach w Portugalii może i wygląda nieźle, ale to trochę tak, jak gdyby AVB nagle postanowił wyłożyć 50 milionów albo więcej na Artioma Rudniewa. Dla porównania, Radamel Falcao, partner Hulka z Porto, w trakcie pobytu na Półwyspie Iberyjskim rozegrał trochę ponad połowę tego co Brazylijczyk - 87 meczów. Trafiał w tym czasie częściej od niego - 72 razy. Do Atletico Madryt odszedł za 40 milionów.

Gdyby Hulka postanowiłyby ściągnąć w swoje szeregi Manchester City, Paris Saint-Germain lub Malaga, prawdopodobnie mogłoby dojść do najbardziej kuriozalnej transakcji w dziejach piłki nożnej. Spośród stojących na czele tych klubów szejków przynajmniej jeden z nich na pewno zdecydowałby się na wyłożenie na stół zaporowej kwoty - przekonaliśmy się już, że królowie nafty z petrodolarami się nie liczą. Abramowicz posiada tę wewnętrzną blokadę, że do rekordowych transferów szczęścia jak do tej pory nie miał. Na Andrija Szewczenkę - napastnika - wydał 30 milionów euro. Skończyło się na tym, że Szewa dla The Blues przez trzy lata "nastrzelał" dziewięć goli i do Dynama Kijów odszedł za grosze. Potem przyszła pora na 50 milionów zapłacone za Fernando Torresa - także napastnika - i Hiszpan trend zapoczątkowany przez Ukraińca podtrzymuje, bo po roku gry w Londynie ma na koncie trzy bramki. Teraz wyobraźmy sobie sytuację, w której Rosjanin na jednego Hulka wykłada więcej, niż na swoje dwa największe niewypały, Torresa i Szewczenkę, razem wzięte. Jakkolwiek Hulk perspektywicznym piłkarzem by nie był, to napastnik, który w sześciu występach dla reprezentacji Brazylii nie strzelił nawet gola, na pewno wart takiej sumy nie jest.

Ktoś tu ma najwyraźniej nie po kolei w głowie. Albo Porto, że tyle za napastnika sobie życzy, albo Villas-Boas, że jest gotowy tyle za niego zapłacić.

niedziela, 29 stycznia 2012, karol.clapa

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: