Kategorie: Wszystkie | Futbol | Gry | Inne sporty | Książki | Pozostałe
RSS
niedziela, 06 maja 2012
Daniec z gwiazdami, czyli EuroPrzypał

Członkostwo w sypiącym się w posadach Klubie Kibica RP ma jedną zasadniczą zaletę - można od czasu do czasu zdrowo się pośmiać. Półtora miesiąca temu, 21 marca, dostałem od nich kolejnego, nic nie wnoszącego do mojego życia maila. A przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Przypomniałem sobie o nim dopiero w trakcie jednego z weekendów, po tym co zobaczyłem w naszej Telewizji Publicznej.

Drogi Kibicu,

Mamy dla Ciebie garść nowych informacji i zaproszeń do wspólnych aktywności. Proszę zapoznaj się z najnowszymi wydarzeniami z życia Klubu Kibica Reprezentacji Polski.

Klub Kibica został zaproszony do uczestnictwa w programie telewizyjnym EUROSHOW. Poszukujemy chętnych spośród członków Klubu.

Klubowi Kibica zostało powierzone utworzenie drużyny (11-osobowy zespół + 35-osobowa grupa kibiców) na potrzeby nowego programu telewizyjnego EUROSHOW, który emitowany będzie w programach TVP1 i TVP2 . Formuła programu ma nawiązywać do rozgrywek Euro 2012. My tworzymy Drużynę Polski.
Wszystkich chętnych (z uwagi na wymogi producenta programu, wyłącznie pełnoletnich) członków Klubu Kibica, którzy mają poczucie humoru, potrafią się dobrze bawić i chcą poznać kulisy pracy telewizji zapraszamy do pilnego zgłaszania chęci uczestnictwa na adres e-mail: euroshow@KlubKibicaRP.pl
Bardzo prosimy o przesłanie listu „motywacyjnego”, w którym wskażesz dlaczego to właśnie Ty jesteś idealnym kandydatem do uczestnictwa w programie, swojego zdjęcia (najlepiej w „stroju” Kibica) oraz propozycji „przyśpiewek kibica”, które będą mogły być użyte w trakcie telewizyjnego show. Spośród chętnych wybierzemy 1 osobę (+ 1 rezerwową) do zespołu oraz 35 osób (+ 10 osób rezerwowych) do grupy kibiców. Nie zwlekaj – nagrania rozpoczynają się już 12 kwietnia 2012 r. dlatego zgłoszenia przyjmujemy wyłącznie do końca marca.
Aby umożliwić szybki kontakt z Tobą prosimy o podanie w e-mailu numeru karty kibica i ewentualnie tych danych kontaktowych, które nie są zaktualizowane w Twoim profilu Kibica. 

Podkreśliłem celowo trzy fragmenty, które na starcie uprzedziły mnie do całego przedsięwzięcia (jakby ono samo w sobie nie wzbudzało uprzedzeń...). "Show" w wykonaniu TVP za każdym razem oznacza jedno i to samo - gwiazdy programu "Europa da się lubić". A to oznacza, że jego producenci poszukują osób z poczuciem humoru swojej grupy docelowej, jaką są bojowniczki w beretach. Czego jeszcze oczekuje KKRP od kandydatów? Zdjęcia, najlepiej w jak najgłupszym kostiumie, a także piosenki. W tym momencie zadziałała moja wyobraźnia i zobaczyłem siebie w studiu TVP, lecącego na żywo, fałszującego przed kamerami całkowicie kompromitującą mnie przyśpiewkę z rozkazu scenarzystów. Zaraz po tym EuroShow natychmiast wyrzuciłem ze swojej pamięci.

Jednak twór ten powrócił do mnie już wkrótce jak bumerang, w - tak jak przewidywałem - żenującej formie oraz z jeszcze bardziej żenującą nazwą. "Daniec z gwiazdami, czyli EuroShow"! Chwilia, moment... że co? "Daniec z gwiazdami"? Poważnie? Aż tak źle? Rozumiem, że program prowadzi Marcin Daniec i to taka zabawna (he he he...) parafraza nazwy programu rozrywkowego TVN. Ale bez przesady, naprawdę nie było stać TVP na nic własnego?

Formuła programu jest prosta. W rywalizacji bierze udział 16 narodowych zespołów, w takim samym układzie jak podczas turnieju. W fazie grupowej pojedynkują się po cztery zespoły z konkretnej grupy i to właśnie jeden z tych odcinków przyszło mi oglądać. Muszę przyznać, że była to najbardziej emocjonująca bitwa od czasu bitwy o krzyż pod Pałacem Prezydenckim. Całość wygląda następująco - wybrani do uczestnictwa w programie nie wiadomo jak i skąd ludzie przebierają się w narodowe barwy kraju, z którym jedyne co ich łączy, to lodówka lub wentylator, po czym rywalizują m.in. w konkurencjach na:

- najlepszą kibicowską przyśpiewkę, która prawie za każdym razem pokazuje, że ludzie ci nie mają pojęcia, co śpiewa się na niemieckich/portugalskich/jakichkolwiek stadionach.

- najładniejszy boiskowy placek. I wcale nie chodzi o odchody jakiegoś zwierzątka, które akurat wtargnęło na plac gry, tylko o jadalne ciasto, które ma mieć piłkarski wygląd. Należy zaznaczyć, że wszystkie zawsze wyglądają dokładnie tak samo.

- tłumaczenie przepisów piłkarskich (najlepiej tego o spalonym) przez kobiety. W tej konkurencji brzydkie dziewczyny są z góry skazane na niepowodzenie.

Kreatywność drużyn ocenia jury w składzie: Robert Janowski (nie mam zastrzeżeń), Klaudia Carlos (nie mam zastrzeżeń) oraz Radosław "gdzie to ja nie byłem" Majdan, który każdy przyznawany punkt uzasadnia ujmującą historią ze swojego życia, jaka w danym kraju przydarzyła mu się na zgrupowaniu albo wakacjach. Program, jak już każdy wie, prowadzi Marcin Daniec. Ze swoimi dowcipami o autostradach i budujących je Chińczykach doskonale potrafi wkomponować się w otaczające go towarzystwo. Każdy zespół do boju prowadzi bowiem "gwiazda" (bo to w końcu Daniec z gwiazdami), czyli wieloletni eksperci od tematyki piłkarskiej: Kevin Aiston, Paolo Cozza, Ola Sommer, Theofilos Vafidis czy Irina Bogdanovich. Czy ja coś wspominałem o "Europa da się lubić"?

Nie chcę być jakiś przesadnie złośliwy w stosunku do tych ludzi (choć chyba już za późno). Po prostu nie są zabawni, być może niekoniecznie z ich winy - nie wiem, kto wymyślał formułę tego programu i jego obsadę, a także co one mają tak naprawdę wspólnego z Euro 2012, ale jedno jest pewne - EuroShow to nie jest ani Euro, ani Show. "Kabaret" to najlepsze z możliwych określeń.

Tagi: euro 2012
17:08, karol.clapa , Futbol
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 maja 2012
Teledysk "Endless Summer" wizytówką Polski

Miesiąc temu uświadamiałem nieświadomych, że oficjalną piosenką UEFA Euro 2012 nie będzie żadna produkcja napiętnowana polskim kiczem, tylko porządnie przygotowany na tę okazję utwór "Endless Summer" Oceany. Teraz doczekał się on w końcu oficjalnej wersji i teledysku.

W sumie nie za bardzo rozumiem, dlaczego przez grubo ponad 2/3 czasu pokazywane są na nim praktycznie same polskie lokalizacje, a z pięciu zaprezentowanych stadionów aż cztery należą do nas, ale... niezbyt mi to przeszkadza. Jest maj, powoli zbliża się okres katowania utworem Oceany w rozgłośniach radiowych i telewizyjnych, dlatego bardzo dobrze, że kibice na całym świecie oglądać będą Stadion Narodowy, Pałac Kultury i inne wizytówki naszego kraju, a nie jakieś piękne obrazki z innych europejskich stolic. Oczywiście do końca idealnie nie jest - nie za bardzo rozumiem, dlaczego na nagraniu oglądamy momentami wieżę Eiffla, jakieś rajskie plaże i tańce, których... w Polsce nie mamy, a piłką na kolejnych scenach najczęściej operują kopacze czarnoskórzy. Żadna to obiekcja rasowa, tylko po prostu, mimo wszystko, trochę nie nasze realia i klimaty. Owszem, przyjadą do nas na mistrzostwa takowi z Francji albo Niemiec, ale jednak wymieszanie hawajskiej scenerii oraz afrykańsko-latynoskiego polotu z polską szarzyzną (nawet tą najbardziej reprezentacyjną) nie bardzo ze sobą współgra. Mimo wszystko należy się cieszyć tym co się ma, bo naprawdę jest dobrze:

Jeszcze rok temu trząsłem się ze strachu w obawie, że oficjalny utwór muzyczny Euro 2012 zostanie koncertowo spieprzony i prosiłem niebiosa, aby przynajmniej nie było gorzej, niż cztery lata wcześniej w Austrii i Szwajcarii. Jest jednak lepiej, więc jako fan mundialowo-eurowych piosenek doznałem ukojenia. Aż chce się zanucić "koko koko, Euro spoko".

A propos. Ludzie tak bardzo najeżdżają na hit babć z Jarzębiny, a przecież skoro już kazano im głosować na któregoś z wybitnych polskich "artystów" (były wykonania lepsze i gorsze, ale absolutnie nikt nie zasłużył na jakiekolwiek wyróżnienie, a co dopiero wygraną), to przynajmniej dali pięć minut sławy starowinkom, których utwór - pomijając brak jakichkolwiek walorów treściowych* - wypełniony jest niesamowicie pozytywną energią i dawką uśmiechu. No bo niby jak zareagować mogą na ten rytm piłkarze, powiedzmy, rozgrzewając się przed meczem z Grecją? Schowają się w kąt? Raczej zaśmieją pod nosem i zrzucą z siebie część napięcia. 

* chyba że "koko koko" to taka onomatopeja symbolizująca wiejską swojskość, ale idąc dalej tą interpretacją dochodzę zaraz do podblokowego "Euro spoko" i gubię wątek...

Koko koko, Endless Summer jest spoko. 

Tagi: euro 2012
20:14, karol.clapa , Futbol
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Belgijska uprzejmość



Oglądałem wczoraj mecze fazy Playoff Championship w beligijskiej Jupiler League i stwierdzam, że wstydziłbym się dziś być kibicem Genku. Gdybym był fanem tego zespołu, zapewne siedziałbym teraz gdzieś kącie i ze skrzywioną psychiką nie odzywał się przynajmniej do następnego ligowego spotkania. To, co zafundowali piłkarze tego klubu swoim kibicom w ostatnim meczu ze Standardem Liege, powinno być prawnie zakazane i karane co najmniej odjęciem trzech punktów za osiągnięte zwycięstwo. Bo są to punkty naznaczone niesamowitym boiskowym tchórzostwem.

Dla tych, którzy nie oglądali, w telegraficznym skrócie: Genk przegrywał do przerwy 0-2, grając wybitnie beznadziejnie. Nie stwarzał sytuacji, ba, nie potrafił nawet przedostać się z piłką w okolice bramki Standardu. W drugiej połowie stało się jednak coś niemożliwego, bo ten sam Genk najpierw w przeciągu kilku minut doprowadził do wyrównania, a następnie, po czerwonej kartce dla zawodnika z Liege, trafił na 3-2. Gospodarze więc prowadzili, mieli świetne nastroje po fantastycznym i nieoczekiwanym comebacku, a do tego grali w przewadze jednego zawodnika. Można rzec, że dowiezienie na spokojnie takiego wyniku nie byłoby niczym niezwykłym.

W okolicach 70. minuty wydarzył się jednak jeszcze jeden nieszczęśliwy wypadek - Sinan Bolat doznał kontuzji, a szkoleniowiec Standardu wykorzystał wcześniej już wszystkie zmiany. W rezultacie nie tylko w bramce gości stanąć musiał zawodnik z pola - Jelle van Damme - ale na dodatek był on asekurowany przez zaledwie ośmiu kolegów. Wystarczyło kilka minut by van Damme pokazał, że między słupkami na co dzień nie stoi - jego spóźnione wyjście do piłki tylko cudem nie spowodowało, że Genk podwyższył prowadzenie. To był jasny sygnał dla gospodarzy, że Standard można bez obaw wypunktować, rozklepać na wszelkie możliwe sposoby i poprawić bramkowy bilans. Co więc zrobił Genk w tej sytuacji? Absolutnie nic. 

Myślałem, że takie sytuacje zdarzają się jedynie w Football Managerze, ale myliłem się. Genk w jedenastu na dziewięciu zagrał o stokroć gorzej niż w jedenastu na jedenastu. Nie tylko z przewagą dwóch zawodników postanowił nie przemieszczać się w okolice pola karnego rywali, ale nawet nie próbował, poza jednym strzałem głową (zresztą z bardzo trudnej pozycji), wykorzystać faktu, że osoba stojąca w bramce Standardu nie będzie w stanie obronić żadnego rozsądnego uderzenia. Przypieczętować zwycięstwo? Komu by to przyszło do głowy? Lepiej było wymieniać piłkę w środkowej strefie i czekać, aż rywalowi nadarzy się jedna okazja na sto, by jakimś cudem wyrównać, a potem całą drużyną wybronić remis. I taka szansa się nadarzyła - po rzucie rożnym golkiper Genku cudem wybronił strzał głową zawodnika Standardu, przy okazji wpadając na słupek i z dużej wysokości uderzając żebrami o murawę. Nie życząc źle samemu zawodnikowi, to żałuję, że nie zszedł po tamtej akcji z boiska - wtedy oba zespoły grałyby z zawodnikiem z pola na bramce i kto wie, czy Standardowi nie udałoby się doprowadzić do remisu. Genk za swoją ignorancję powinien zostać surowo skarcony. Pozorowanie gry (nie mylić z antyfutbolem) w takim momencie to dla mnie jedna z największych kompromitacji, jakich drużyna może doświadczyć. Rozumiem, trzymać wynik przez pięć minut. Nawet dziesięć! Ale dwadzieścia? Dwadzieścia minut pasywnej gry w oczekiwaniu na gong w momencie, gdy rywal ledwo utrzymuje równowagę i jeden lekki cios wystarczy, by położyć go na deski? Panie trenerze Vercauteren, coś tu jest nie tak - albo z pańską taktyką, albo z piłkarzami. Zwłaszcza gdy na dosłownie sekundy przed końcowym gwizdkiem wychodzą oni w końcu z kontrą czterech na jednego i zamiast zrobić wspólnie co do nich należy, zagrywają futbolówkę prosto pod nogi samotnego obrońcy.

I na koniec puenta z nutką niepewności - takie sceny na kilometr śmierdzą bukmacherką. Nie byłbym zdziwiony, gdyby cały ten cyrk w ostatnich minutach wynikał z faktu, że ktoś na wynik 3-2 postawił całkiem sporą gotówkę.

Tagi: Belgia Genk
21:59, karol.clapa , Futbol
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 kwietnia 2012
"Mowa Trawa", czyli książeczka dla obeznanych



Ponieważ moja półka na książki zaczęła od jakiegoś czasu zapełniać się najnowszymi pozycjami o tematyce piłkarskiej, postanowiłem otworzyć na blogu kategorię notek poświęconą właśnie książkom. Na pierwszy ogień pójdzie więc "Mowa Trawa" Marcina Rosłonia, bo to zdecydowanie najlżejsza do przełknięcia lektura ze wszystkich przeze mnie posiadanych. Zapraszam!

"Mowa Trawa", firmowana jako "słownik piłkarskiej polszczyzny", na pierwszy rzut oka przypomina książeczkę dla dzieci. Kwadratowy format, twarda oprawa i rysunkowa grafika na okładce sprawiają wrażenie, że książka ta przeznaczona jest dla czytelników do lat dwunastu. Nic bardziej mylnego.

Dzieło Marcina Rosłonia to pozycja dla osób zdecydowanie znających się na piłce nożnej. Słownik piłkarskiej polszczyzny jest bowiem w rzeczywistości zbiorem wyrażeń charakterystycznych dla slangu używanego w piłkarskiej szatni, a wyjaśnienia zamieszczonych haseł są przez autora opracowane w sposób niezwykle osobisty. Rosłoń wielokrotnie przytacza wydarzenia, sytuacje lub osoby, których piłkarski laik może nie znać, a co za tym idzie, nie zrozumie on zawartych między wierszami aluzji czy przenośni. Wielokrotnie jesteśmy też świadkami retrospekcji z życia samego autora, co sprawia, że cała zebrana wiedza ogranicza się do jego doświadczeń z gry w Legii, a nie jakichś ogólnych norm obowiązujących w każdym polskim klubie.

Ciekawostki zawarte w książce na pewno wydadzą się interesujące prawdziwym fanom piłki nożnej - od tej pory będą oni widzieli, jak wygląda komunikacja wewnątrz zespołu piłkarskiego i poznają piłkarskie skróty komunikacyjne, których istnienia nawet by nie podejrzewali. Czytając kolejne strony będą oni czuli się jak podczas rozmowy z innym zapalonym kibicem, bo Marcin Rosłoń jest zwyczajnie osobą, która umie pisać o futbolu i wertując kolejne strony, znający się na piłce czytelnik może tylko z uśmiechem potakiwać.

Książkę czyta się przyjemnie, bo hasła nie są specjalnie długie, więc czytanie można przerwać w niemal dowolnym momencie. Jednocześnie ma ona aż 270 stron, co sprawia, że nie połkniemy jej w jedno popułudnie. Choć w rzeczywistości zapisana jest tylko jej połowa - za każdym razem gdy przewrócimy kartkę, na jednej ze stron zobaczymy rysunek Andrzeja Jankowskiego poświęcony jednemu z haseł, które pozwalają zachować dobry humor przez cały czas czytania. Nie można było urozmaicić książki lepiej - świetna robota!

Wady? Poza wąską grupą odbiorców będzie to chyba tylko błąd osoby składającej książkę do druku, który sprawił, że tekst kilkakrotnie nie został przeniesiony właściwie z jednej strony na drugą i jakiś fragment zdania albo się powtarza, albo kilku słów brakuje. Także sama czcionka jest nietypowa dla książek, dość szeroka i potrzeba dłuższej chwili, by się do niej przyzwyczaić. Poza tym "Mowa Trawa" to kawał dobrej roboty - fajne podsumowanie wiedzy wyniesionej przez Rosłonia z piłkarskich boisk. Cena wahająca się między 25 a 30 zł ze względu na grubość lektury jest do zaakceptowania. W skali od 1-10 jestem skłonny wystawić słownikowi mocną siódemkę.

Plusy:

+ przystępna forma tekstu,

+ świetne ilustracje A. Jankowskiego,

+ wciągająca lektura dla maniaków piłki nożnej,

+ mnóstwo ciekawostek z piłkarskiej szatni.

Minusy:

- nietypowe format i czcionka,

- drobne błędy przy składaniu,

- niezrozumiała dla dzieci i piłkarskich laików,

Moja ocena: 7/10

P.S. Rosłoń w swojej książce stawia tezę, że młodzież od kilkunastu lat nie gra już w takie gry jak "kwadraty" czy "warszawiak" (poza stolicą bardziej znany jako "jedynki"). Choć wywód na temat podwórkowych gier piłkarskich przeczytałem z uśmiechem na twarzy, to jednak pełne przekonanie autora do faktu, że o tych zabawach nikt już nie pamięta, orliki świecą pustkami, a dzieci od boiska wolą serię FIFA, należy włożyć między bajki. Choćby dlatego, że sam w "kwadraty" i "jedynki" grałem, a także z tego powodu, że idąc dziś przez miasto widziałem grupę kilkulatków grających w "jedynki" - i to na poprawnych zasadach! Panie Marcinie, chyba nie jest z tą młodzieżą jeszcze tak źle?

piątek, 20 kwietnia 2012
Zapowiedź zapowiedzi zapowiedzi

Tytuł notki został zainspirowany postem Lucasinho z forum redakcyjnego CM Rev. Pozdrawiam Łukasza, bo trafił w sedno - tytuł właśnie w takiej formie najlepiej oddaje sytuację, w jakiej znaleźli się obecnie fani serii Pro Evolution Soccer. Rozumiem, że nakręcanie społeczności na nową wersję produktu jest standardowym chwytem marketingowym i kampania poświęcona PES 2013 musi prędzej czy później się zacząć. Ale do jasnej cholery - czy nie jest przesadą publikowanie teasera informującego o pierwszym trailerze, który ma ukazać się... zaledwie 4 dni później? 

Staram się postawić na miejscu typowego, japońskiego pracownika studia KONAMI i zrozumieć jego punkt widzenia. Nie udaje mi się. Nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia dla takiej zagrywki - nie zaprezentowano dziś żadnej sceny z samej gry, a jedynie kilka pięknych ujęć stadionu i dopieszczoną do perfekcji twarz Cristiano Ronaldo na okładkę kolejnej odsłony. Wszyscy internauci, którzy kliknęli w link z nadzieją na ujrzenie jakiejś animacji, zdjęć lub czegokolwiek, zostali nabici w butelkę. Na chwilę obecną ponad 34 tysiące może irytować się, że aby poznać datę pierwszego trailera, musieli przebrnąć 50 sekund innego filmiku. Jakbyśmy nie mogli przeczytać tego w postaci zwyczajnego komunikatu na stronie KONAMI. 

Nie! Trzeba było zapowiedź zapowiedzieć. Dla tych kilku dodatkowych odsłon. W kwietniu, gdy PES 2012 nie zdążył się jeszcze znudzić graczom, a jego twórcy już chcą pokazać, że mogą jeszcze lepiej. Jak dla mnie to strzał w stopę - odwrócenie uwagi od dostępnego produktu, nie oferując właściwie niczego w zamian.

A co do samego teasera... Cóż, miejmy nadzieję, że Pro Evolution Soccer 2013 będzie stał na wyższym poziomie. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Karol Cłapa - czyli student dziennikarstwa prosto z mat-fizu. Co niektórzy mogą mnie kojarzyć z CyberBall.pl, gdzie pod nickiem Ceyvol pełnię funkcję redaktora naczelnego. Od sierpnia 2011 znajdziecie również moją rubrykę na backcoverze tygodnika Tylko Piłka. Lubię kilka klubów, ale obejrzę każdy dobry pokaz futbolu. Jeśli nie odpisuję, to pewnie właśnie gram w Football Managera.

- napisz do mnie!