Kategorie: Wszystkie | Futbol | Gry | Inne sporty | Książki | Pozostałe
RSS
piątek, 15 lutego 2013
Dwaliszwili w Legii, czyli Ljuboja odciążony

Wiemy już oficjalnie - Wladimer Dwaliszwili został piłkarzem Legii Warszawa. To wzmocnienie znacząco zmienia oblicze upływającego okna transferowego w wykonaniu lidera Ekstraklasy, który do tej pory sprowadził tylko jednego piłkarza - innego polonistę, Tomasza Brzyskiego. Mając jednak aspiracje do walki o mistrzostwo i Ligę Mistrzów, wypadało też rozejrzeć się za zwiększeniem konkurencji w napadzie. Saganowski i Ljuboja mają swoje lata, a Efir to piłkarz-szklanka, co potwierdził kolejnym ośmiomiesięcznym urazem. Ponadto, w obliczu odejścia Rafała Wolskiego oraz fatalnej dyspozycji Michała Żyry, nikt nie pogardziłby przy Łazienkowskiej zawodnikiem mogącym atakować zza pleców napastników. Gruzin pasował więc do potrzeb klubu idealnie. Do tego nie jest ani stary, ani nie kosztował zbyt wielu pieniędzy. To sprawdzony towar, który wyróżnia się poziomem na tle większości ligowców. Nic, tylko pogratulować transakcji - takiego transferu było legionistom trzeba.

Tymczasem ruszają powoli wszelakie ligi Fantasy poświęcone T-Mobile Ekstraklasie, a w nich - z racji wyjazdu Abdou Razacka Traore do Turcji - najdroższym piłkarzem jest bezapelacyjnie Danijel Ljuboja (4 mln w Fantasy Lidze i 4,2 mln w Menedżerze TVP). Nie mówię, że niezasłużenie, w końcu dziesięć bramek w rundzie jesiennej nie wzięło się znikąd - ale mimo wszystko przeczuwam, że tak jak nieporozumieniem było ze względu na wycenę dawać kredyt zaufania Arkadiuszowi Piechowi, tak teraz nie opłaci się stawiać na Ljuboję. Choć to, w przeciwieństwie do Piecha, piłkarz pochodzący z innej planety niż "Ekstraklasa", organizmu nie może oszukiwać w nieskończoność. Do tej pory Ljuboja grał w pełnym wymiarze czasowym tylko dlatego, że z racji krótkiej ławki nie miał innego wyjścia - teraz zaś nie będzie potrzeby aż tak go eksploatować. Wróżę mu zmiany po 70 minutach w większości meczów.

Poza tym, mając do dyspozycji Saganowskiego oraz Dwaliszwiliego, jest niemal pewne, że Jan Urban będzie już stale ustawiał Serba jako cofniętego napastnika, gdzie ten czuje się najlepiej - mniej biega, więcej uczestniczy w grze i nie jest osamotniony, jak czasami widzieliśmy to w jesiennych meczach. W konsekwencji zaś strzeli zapewne trochę mniej goli. Choć zawsze można liczyć na błyskotliwą asystę Danijela lub bramkę z rzutu wolnego/karnego, to jednak należy przypomnieć, że skuteczniejszym pod względem zarówno trafień, jak i zdobytych punktów w duecie Saganowski-Ljuboja, do momentu kłopotów z sercem był ten pierwszy.

Reasumując, mając na względzie wiek Ljuboji, jego rolę w taktyce Urbana i potencjalny czas przebywania na boisku, niekoniecznie musi on okazać się najlepszym możliwym zakupem. Oczywiście nie wątpię, że Serb jest gwarantem kilku bramek w rundzie wiosennej - jednak to nie w nim upatrywałbym klucza do zwycięstwa w długiej i trudnej rywalizacji, jaką są managery Fantasy.

22:47, karol.clapa , Futbol
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 11 lutego 2013
Fantasy Liga is back!

Dziś w południe po raz kolejny wystartowała Fantasy Liga WP.PL, doczekawszy się tym samym piątej odsłony w historii. Kto by pomyślał, jak szybko upłynie dwa i pół roku od czasu, gdy ku upadkowi chyliła się stara Wygraj Ligę - to właśnie wtedy, w momencie, gdy groził nam brak alternatywy dla konkursu Agory S.A., objawiło się FL i "przechwyciło" zdecydowaną część polskich fanów gier typu Fantasy Leagues.

Teraz Wirtualna Polska po raz kolejny zaprasza do zabawy, lecz już na pierwszy rzut oka widać, że czyni to z mniejszym przekonaniem i znacznie słabszą siłą rażenia. W edycji wiosna 2013 pula nagród wyniesie bowiem tylko 5 000 złotych. Oznacza to, że zwycięzcy za pokonanie wszystkich przeciwników w morderczym wyścigu przybędzie w portfelu półtora tysiąca. Mało? Dla niektórych nie starczy na waciki, ale na pewno są tacy, którzy podobny upominek przyjęliby z pocałowaniem ręki. Poza tym, choć nagroda główna znacząco zmalała w porównaniu z poprzednią rundą, to dzięki sprawdzonej formule Fantasy Liga nadal może wzbudzać sporo emocji - zwłaszcza u tych prezesów, dla których upolowanie nagrody nie jest jedynym celem.

A co nowego w grze? Niestety, na tej płaszczyźnie również widać kryzys - jedyną nowinką w porównaniu z poprzednim rokiem jest możliwość wgrania swojej drużynie logo, co uznać możemy raczej za zabieg kosmetyczny niż mający mieć realny wpływ na liczbę graczy. Mimo delikatnego regresu ze strony Fantasy Ligi, wszystkich czytelników tradycyjnie zapraszam do najbardziej utytułowanej ligi prywatnej w historii gier menedżerskich - Piłkarzyki 07. Kod dostępu: 250802305

Powodzenia i niech wygra najlepszy!

>> Fantasy Liga WP.PL

>> Fantasy Liga na Facebooku

23:50, karol.clapa , Gry
Link Komentarze (3) »
niedziela, 10 lutego 2013
Bohemian Rhapsody w wersji piłkarskiej

Kolejny dowód na to, że w Internecie można znaleźć wszystko.

Od jutra blog wraca do formy. Miłego słuchania i... do przeczytania!

23:58, karol.clapa , Futbol
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 lutego 2013
Nieważne dokąd, Lewandowski odejdzie

Jest 5 lutego 2013 roku. Dziennikarz, który poinformował trzy tygodnie temu o przenosinach Pepa Guardioli do Monachium, teraz ogłosił, że z Bayernem dogadany jest również Robert Lewandowski. Choć takich sensacji mieliśmy już na pęczki, tym razem źródło wydaje się nadzwyczaj wiarygodne. Ponieważ jednak oficjalnych komunikatów cały czas brak, my, zwykli kibice, trzymani jesteśmy w niepewności. Zastanawiamy się więc i spekulujemy - Robert w stolicy Bawarii? Czy to na pewno dobry krok? Bayern to teoretycznie lepsza marka, ale konkurencja jest tam większa. Poza tym, za takie przenosiny w Dortmundzie nasz rodak zostanie znienawidzony. Czy nie lepiej zostać w BVB ze statusem gwiazdy, zamiast upierać się przy transferze?

Być może. Ale takie argumenty na nic się nie zdadzą - czy do Bayernu, czy nie, Lewandowski odejdzie. W Dortmundzie nie zostanie, bo nie zgodzi się na proponowane mu przedłużenie kontraktu. Działacze Borussi, mając w pamięci czasy, gdy klub znajdował się na skraju bankructwa, nie spełnią oczekiwań finansowych Roberta, bo nie dopuszczają nawet możliwości utworzenia jakiegokolwiek najmniejszego komina płacowego - nawet jeśli byłby to jedyny sposób na zatrzymanie Polaka. Na podniesienie zarobków mogliby sobie co prawda pozwolić, bo Mats Hummels czy Mario Gotze podpisali nowe umowy i zarabiają lepiej od Roberta. Ale to przecież sami swoi - jest oczywiste, że Niemiec Niemcowi zawsze da więcej.

Niezależnie więc, czy okaże się to Bayern, Manchester United albo City, Chelsea czy Juventus - Lewandowski zmieni klub. A że transfer z Dortmundu do Monachium wywoła kontrowersje? Nie przejmowałbym się tym tak bardzo. Wbrew pozorom, Bayern może na tym etapie kariery okazać się dla Polaka najlepszym wyborem. Robert zna w końcu Bundesligę, więc jeśli tylko wywalczy miejsce w podstawowym składzie, nie powinien mieć problemów z dalszym zdobywaniem bramek. Jego opiekunem byłby sam Josep Guardiola, pod którego skrzydłami mógłby zapewne wiele się nauczyć. Poza tym Bawarczycy notorycznie walczą o najwyższe laury w Lidze Mistrzów - jeśli mają zdobyć najcenniejsze klubowe trofeum, to kiedy, jeśli nie teraz, pod rządami Pepa? Byłoby niezwykle miło patrzeć nam, gdyby w perfekcyjnie przygotowanym planie Guardioli jedną z głównych ról odgrywał reprezentant Polski.

A inne opcje? United na tę chwilę Lewego nie potrzebują. City to niestabilnie zarządzany klub i pozycja piłkarzy w drużynie zmienia się tam jak w kalejdoskopie. Chelsea? Nie wiadomo, czy Polak nie zostałby potraktowany przez Romana Abramowicza jako kolejna zabawka i czy za choćby moment słabszej dyspozycji nie spadłaby na niego fala krytyki. Juventus? Liga włoska to chyba na chwilę obecną byłby krok w tył.

Dlatego nie narzekajmy, jeśli Monachium okaże się kolejnym przystankiem w karierze Polaka. Lewandowski w zespole Guardioli? Zacznijmy się z tą myślą powoli oswajać.

poniedziałek, 04 lutego 2013
Boenisch - pierwszy lis, który da więcej niż zabierze?

Sebastian Boenisch - nieustannie na ustach polskich dziennikarzy od 2010 roku. Najpierw jako kontrowersyjny debiutant w reprezentacji Polski, następnie uczestnik Euro 2012 po ciężkiej kontuzji, wreszcie piłkarz pozostający przez kilka miesięcy bez klubu, a obecnie wiodąca postać Bayeru Leverkusen. Co nowy rozdział w życiu tego zawodnika, to kolejna kontrowersja. Czy Boenisch powinien grać z orzełkiem na piersi? Być może. Czy zasługiwał na to, by występować na Euro od pierwszej minuty bez faktycznego przygotowania? W życiu. Czy jednak jest to piłkarz, z którego możemy od tak zrezygnować? Mowy nie ma.

Odnoszę wrażenie, że przez przewlekły uraz i kłopoty ze znalezieniem pracodawcy, kibice w Polsce uznali Sebastiana za słabego piłkarza. W końcu nawet przed wspomnianymi problemami siedział na ławce w Werderze Brema - a przecież w meczu z Australią ten sam Boenisch nas absolutnie zachwycił. Obsługiwał pozostałych reprezentantów wypieszczonymi dośrodkowaniami, podłączał się do wszystkich akcji ofensywnych - był nowoczesnym lewym obrońcą, jakiego kadrze zawsze brakowało. Nagle roztoczono przed nami wizję, w której dysponujemy parą ofensywnie usposobionych, wysokiej klasy bocznych defensorów, ponieważ w tym samym czasie na dobre rozbłysnęła w Borussi Dortmund gwiazda Łukasza Piszczka.

Wystarczyło jednak, byśmy zawiedli na Euro, by piłkarza uznać za jednego z głównych winowajców tej klęski. Owszem, być może Boenisch miał celność podań na poziomie 50% - ale czy to tylko jego wina? Franciszek Smuda rzucił go w bój nieprzygotowanego fizycznie, niezgranego z drużyną, dysponując przecież ogranym i prezentującym solidny poziom piłkarski Wawrzyniakiem. W tamtej sytuacji, w tamtych warunkach, Sebastian nie mógł w żaden sposób pokazać pełni swoich możliwości. Nie miał jak nawet zaprezentować ich połowy - był zwyczajnie zbyt rozsypany, by z wpuszczenia go na boisku jakikolwiek trener dał radę się wytłumaczyć. Jak powiedział Jakub Wawrzyniak na kilka dni przed Euro: "Nie wyobrażam sobie, bym nie grał" - no i solidnie się zdziwił, bo Franz zdecydował inaczej. To jedna z tych decyzji, której polscy kibice byłemu już selekcjonerowi nie wybaczą.

Najwyższa pora jednak, by zapomnieć o uprzedzeniach i dać Sebastianowi czystą kartę. Zamknąć rozdział pt. "Boenisch kontuzjowany", a rozpocząć projekt "Boenisch w pełni sił", czyli jedyny, który od początku tej historii powinien mieć rację bytu. Teraz bowiem dyspozycja lewego obrońcy wywołuje zachwyt kibiców Bundesligi. Pierwszy gol Boenischa po powrocie do świata żywych od razu uznałem za sygnał, że ten zawodnik jeszcze dużo może dać kadrze. Wszystko, czym zachwycaliśmy się u Sebastiana po jego debiutanckim zgrupowaniu - ofensywna gra, precyzyjne wrzutki, wprowadzanie zamętu w szeregach rywala - wróciło w ten weekend w meczu z Borussią Dortmund.

Waldemar Fornalik na pewno wspomniane wyczyny widział - na mecze mistrza Niemiec wybiera się nadzwyczaj często, nawet jeśli można sprawdzić akurat kogoś ciekawszego (np. Salamona), zamiast po raz kolejny oglądać Lewandowskiego. I niewątpliwie zaciera ręce, bo już wkrótce będzie miał do dyspozycji kolejnego zawodnika z prawdziwego zdarzenia, do tego na newralgiczną w naszej drużynie pozycję. Tym samym Boenisch może stać się jedynym farbowanym lisem, który zamiast wyłącznie zabierać miejsce w kadrze piłkarzom o porównywalnych możliwościach, rzeczywiście da jej dodatkowego kopa. Bo czy na innych pozycjach mamy aż takie problemy, żeby rozwiązywać je zaciągiem zza granicy? Nie wydaje mi się. Perquis? Na Euro można go było spokojnie zastąpić Glikiem. Obraniak? Pierwszy hamulcowy reprezentacji, nie prezentuje się obecnie lepiej od Mierzejewskiego. Polański? Na turnieju jeden z lepszych, ale w eliminacjach nagle zgasł - mamy w środku pola kilku młodych kandydatów, którzy dadzą radę go zastąpić.

Ale Boenisch? On i Wawrzyniak to zupełnie dwa różne światy - różnice w wyszkoleniu technicznym i kulturze gry są między nimi porażające. Swoją drogą, wspomnianego Jakuba może czekać stresująca runda. Do tej pory w meczach reprezentacji występował często z braku laku, nawet jeśli jego dyspozycja w Legii była mizerna. Teraz jednak przybył mu nie tylko niebezpieczny kandydat na pozycję lewego obrońcy w kadrze, ale także konkurent w klubie - wygryźć może go próbować sprowadzony tej zimy na Łazienkowską Tomasz Brzyski. Wawrzyniak musi więc przejść próbę charakteru - wreszcie ustabilizować formę i dać podstawy ku temu, by nadal na niego stawiać w najważniejszych meczach eliminacji do Mundialu.

Czego serdecznie mu życzę - bo im więcej reprezentantów w wysokiej formie, tym większe szanse na podróż do Brazylii. Nawet jeśli te szanse mieliby zwiększać piłkarze, których polskość można na pewnych płaszczyznach podać w wątpliwość. Boenisch swoją grą na Euro raczej więcej zaszkodził niż pomógł - ale kto wie, czy tamtych niepowodzeń nie odpracuje jeszcze z nawiązką.

| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30